|
Villa Hoff Wellness & SPA Hotel
ul. Słoneczna 3
72-344 Trzęsacz, poczta Rewal
tel. (091) 387 55 00
fax +48 91 387 55 01
www.VillaHoff.pl, info@villahoff.pl
|
Historia Trzęsacza

Chrolonogia najistotniejszych wydarzeń
- 1750 - odległość kościoła od brzegu morskiego wynosiła ok. 58 m. Zmalała ona z 1800 m i w zastraszającym tempie systematycznie nadal zmniejszała się;
- 1771 - morze zabrało część znajdującego się, po północnej stronie świątyni, cmentarza. 27 czerwca miejscowe władze postanowiły przenieść na plac przed plebanią część nekropoli, która okalała kościół od strony morza, ponieważ fale rozpoczęły wymywanie pozostawionych w ziemi szczątków ludzkich;
- 1772 - 30 marca, 102 lata przed zamknięciem kościoła, ówczesny pastor napisał prośbę do króla o przeznaczenie środków potrzebnych na budowę kościoła w innym miejscu. W sprawie pierwszej oficjalnej prośby nie podjęto jednak żadnych konkretnych decyzji. Kościół znajdował się wówczas "10 kroków" od zbocza, tj. około 6-7 m. Przypuszcza się, że dane te mogły być nieco przesadzone, pastor mógł bowiem celowo określić mniejszą odległość i udramatyzować w ten sposób sytuację w trosce o losy kościoła;
- 1811 - zaprzestano pochówku zmarłych na starym, przykościelnym cmentarzu;
- 1812 - pastor Dewitz pochował pierwszą osobę na nowym cmentarzu. Był to jego 2-letni syn;
- 1820 - odległość kościoła od brzegu morskiego wynosiła 13 m;
- 1845 - kościół stał już niemal nad urwiskiem (około 7-8 m).
- 1853 - wiosenny sztorm spowodował znaczne uszkodzenie klifu, podcinając jego zbocze. Nie otrzymano niezbędnych środków potrzebnych na ochronę kościoła;
- 1855 - 2 stycznia silny sztorm spowodował znaczne ubytki w zboczu oraz duże zniszczenie samego kościoła;
- 1857 - kościół uznano oficjalnie za nienadający się do dalszego użytkowania;
- 1868 - kościół znalazł się niemal na skraju urwiska. Odległość od zbocza wynosiła 3,5 stopy (1 m);
- 1874 - 18 lipca władze rejencji szczecińskiej wydały decyzję o natychmiastowym zamknięciu świątyni, ze względu na niebezpieczeństwo wiernych. Ostatnie, pożegnalne nabożeństwo odprawił pastor Wilhelm Mielke. Jego głos zagłuszany był przez, bijące z ogromną siłą o brzeg fale. Niemal natychmiast po jego zamknięciu przystąpiono do ratowania cennego wyposażania. W znacznej części przewieziono je do Katedry w Kamieniu Pomorskim oraz muzeów w Szczecinie i Berlinie.
- 1880 - funkcjonowała już w wiosce nowa świątynia, położona w bezpiecznej odległości od morza;
- 1900 - rozpoczął się nieuchronny proces destrukcji kościoła. Jako pierwszy obsunął się fragment północno-zachodniej przypory. 33 % obwodu murów kościoła obsunęło się w latach 1901-1903;
- 1956 - do morza runął południowo-zachodni narożnik wraz przyporą;
- 1984 - długość zewnętrznego obwodu murów wynosiła 24 m;
- 1994 - 1 lutego o godz. 10, w wyniku zimowych sztormów, do morza runęła niemal połowa ściany południowej kościoła, osunęła się do morza zachodnia część. Po raz ostatni runęło kolejne 9 m murów.
- 1999 - wiosną, z inicjatywy władz gminy, powołany został Społeczny Komitet "Ratujmy Trzęsacz", który postawił sobie za cel uratowanie ruin gotyckiego kościoła;
- 2000 - projekt ratowania ruin dopuszczono do realizacji;
- 2003 - pierwszy etap prac przy zabytkowych ruinach kościoła został zakończony przed rozpoczęciem letniego sezonu;
- 2004 - drugi etap prac przy zabytkowych ruinach kościoła został zakończony w kwietniu. Obecnie trwa trzeci i ostatni etap prac, który polega na założeniu opaski z gabionów i materiałów gabionowych równolegle do brzegu morskiego u podnóża skarpy.
Historia Kościółka na klifie
Kapryśny jest nasz Bałtyk i zmienny bardzo... Bywa i tak, że w swym gniewie szalonym porywa szmat lądu i pochłania na zawsze w swych odmętach... Tak było i w Trzęsaczu, gdzie do dzisiaj nad morskim urwiskiem samotnie stoi ruina dawnego kościółka.
O tym niech opowie legenda...
Legenda 1
Działo się to dawno temu, bardzo dawno temu, w czasach, o których pamięć zachowała się jedynie w podaniach i legendach. Brzeg bałtycki koło Trzęsacza wyglądał inaczej niż dzisiaj. Była tu szeroka piaszczysta plaża, a na niej zaległy głazy. Na nich lubiła się wygrzewać panna wodna Zielenica. Nieraz widywano ją jak czesała swe bujne włosy. Śpiewała przy tym głosem niepodobnym do żadnych ludzkich czy zwierzęcych głosów, piękne niezrozumiałe pieśni. Zewsząd z morza i z powietrza dolatywała prawdziwa melodia, jakby tysiące dzwoneczków rozkołysało się na wietrze. Zielenica miała ciało białe jak piana morska, cudowne piersi i ramiona, jej włosy lśniły wszystkimi odcieniami bursztynu. Dół zaś tułowia zakończony był rybim ogonem, mienił się siedmiobarwną tęczą.
Pewnego razu Zielenica wraz z rybami dostała się w sieci rybaków z Trzęsacza. Gdy spostrzegła, że jest uwięziona, zaczęła rzewnie płakać, i to nie tak jak przystało na syrenkę, córkę Bałtyku, ale jak zwykła skrzywdzona dziewczyna. Rybacy mieli dobre serca, postanowili wypuścić ją do morza. Sprzeciwił się jednak temu proboszcz kościoła w Trzęsaczu. "trzeba koniecznie ochrzcić Zielenicę, nawrócić pogańską boginię na wiarę chrześcijańską" - dowodził.
Nakazał syrenkę umieścić w dębowej kadzi napełnionej wodą morską i przenieść do kościoła. Proboszcz uczył ją pieśni kościelnych, modłów, przykazań. W najbliższą niedzielę odbył się w kościele chrzest. Zielenica otrzymała nowe chrześcijańskie imię Zofia. Po ceremonii Zielenica omdlała. "To na pewno ze szczęścia i wzruszenia" - tłumaczyli sobie parafianie. Nazajutrz, gdy ludzie przyszli do Kościoła, struchleli z przerażenia. Syrena już nie żyła. Zmarła z tęsknoty za morzem i wolnością. Rybacy chcieli jej ciało oddać morzu, sprzeciwił się jednak temu proboszcz. "Ona jest już chrześcijanką" - stwierdził - "i powinna zostać pochowana na przykościelnym cmentarzu". Kiedy spuszczona trumnę z syreną do grobu, ryknęły nagle pioruny, tak że ziemia zatrzęsła się pod stopami, a woda w morzu zakipiała do samych głębin. Straszliwa trąba powietrzna zerwała w jednej chwili strzechy z chat rybackich i rzuciła je na skraj lasu. Nad Trzęsaczem rozpętało się piekło. Ceremonii pogrzebowej jednak nie przerwano - zgodnie z nakazem proboszcza.
Król Bałtyku srogo pomścił zniewagę i niedolę córki. Dyszący zemstą ojciec postanowił odebrać jej ciało. I tak rok w rok słał ogromne spienione fale, które zaciekle atakowały brzeg.
Szczególnie uwziął się na kościół w Trzęsaczu. Najpierw obsunęła się do morza wieża i ściana północna, potem filary, aż wreszcie fale dotarły do grobu syreny i przeniosły go na największą głębię Bałtyku. Zielenica wróciła wreszcie do domu.
Legenda 2
Przed wielu stuleciami mieszkali w Trzęsaczu Kaźko i Ewa. On był synem bogatego rybaka, ona córką biednej komornicy. Tych dwoje łączyła ze sobą jednak wielka miłość. Spotykali się potajemnie wśród zmroków, tuż za młynem. Tylko księżyc był niemym świadkiem schadzek. Nie przeczuwali, że los wkrótce ich rozdzieli. Ewa zapewniła Kaźka, że będzie na niego czekała, choćby przez całe życie, po samą śmierć i poza śmierć. Młodzieniec patrząc czule w oczy dziewczyny rzekł: "Cokolwiek by się stało, czekaj! Na pewno przyjdę po ciebie!".
Nie dane było się spotkać narzeczonym następnego dnia. Nazajutrz Kaźko wraz z innymi mężczyznami ze wsi otrzymał rozkaz wyruszenia na niespodzianą wojnę przeciwko armii brandenburskiej. Walczył nasz Kaźko dzielnie, był dwukrotnie ranny, a kiedy zaleczył rany, walczył dalej. Za zasługi wojenne został kapitanem okrętu wojennego. Mijały pory roku, a Kaźko nie mógł wrócić do domu. Pozostawał na służbie książęcej. Wychudł i pobladł, tak tęsknił za ukochaną Ewą.
Pewnego dnia u progu chaty Ewy stanął nieznany oficer. Posłaniec przyniósł wiadomość... Kaźko poległ w bitwie morskiej. Pod dziewczyną ugięły się kolana, osunęła się na ziemię. Ewie z żalu po stracie ukochanego serce pękło. Pochowano ją na przykościelnym cmentarzu. Od tamtej pory, zawsze od północy duch Ewy przybrany w białą suknię ślubną ukazuje się koło kościoła. W tej samej chwili z morza wyłania się zjawa Kaźka. Oba cienie wyciągają ku sobie ręce. Choć on jeszcze w morzu, a ona w ziemi, jak chce legenda, ich dłonie złączą się już niebawem...
|